Witajcie w moim argentyńskim świecie

O moim blogu

Kochani! Stworzyłam tę stronę, aby być bliżej Was oraz pokazywać wyjątkowy klimat mojego nowego miejsca na ziemi. Znajdziecie tu moje codzienne relacje, relacje z wyjątkowych wydarzeń oraz relacje z miejsc, które odwiedzam.

DZIEŃ NAUCZYCIELA

W Polsce obchodzony 14 października na pamiątkę utworzenia Komisji Edukacji Narodowej- Święto KEN. Z tej okazji również tutaj pamiętano o swej nauczi 😊 życzenia, kwiaty i prezenciki argentyńskie- yeraba matem, herbata 😊

Dowiedz się więcej »

DZIEŃ KRZYSZTOFA KOLUMBA, KTÓRY NIE JEST DNIEM KRZYSZTOFA KOLUMBA

12 października w Argentynie była kolejna fiesta. Z tej okazji mieliśmy ustawowo dzień wolny od pracy (tzn. ja nie, bo „podlegam” polskiemu kalendarzowi). Tak się fortunnie złożyło, że dzień ten wypadał w poniedziałek, zatem mieli Argentyńczycy dłuższy weekend. Wszyscy wiemy, że12 października 1492 roku Krzysztof Kolumb na statkach Santa María, Niña i Pinta dopłynął do brzegów Ameryki. Na pamiątkę tego wydarzenia obchodzi się święto. W Hiszpanii znane jako Día de la Hispanidad (Święto Narodowe Hiszpanii) oraz święto Matki Boskiej z Pilar (Día del Pilar). Tutaj nie obchodzi się tego święta pod nazwą Dzień Krzysztofa Kolumba. Dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej i grup rdzennych dzień ten symbolizuje początek krwawej konkwisty, utraty suwerenności oraz cierpienia ludności indygenicznej. W Argentynie dzień 12 października przeszedł ogromną ewolucję nazewnictwa. Święto zostało ustanowione w Argentynie w 1917 roku przez prezydenta Hipólito Yrigoyena jako Dia  de la Raza (Dzień Rasy). Miało wtedy na celu podkreślenie więzi kulturowych, językowych i historycznych łączących kraje hiszpańskojęzyczne z Hiszpanią. W 2010 roku na mocy dekretu prezydenckiego zmieniono nazwę na Dia del Respeto a la Diversidad Cultural. Ta zmiana miała na celu odejście od podziału na „rasy” (który uznano za niepoprawny naukowo i społecznie) i przeniesienie punktu ciężkości na bogactwo kulturowe rdzennej ludności oraz imigrantów tworzących współczesne społeczeństwo argentyńskie. W październiku 2025 roku argentyński rząd narodowy w swoich oficjalnych komunikatach zaczął ponownie posługiwać się historyczną terminologią Día de la Raza, co wywołało w kraju debatę publiczną na temat tożsamości narodowej i polityki pamięci. Tutaj niemal każdy dyskutował o tym.

Dowiedz się więcej »

O MOJEJ PRACY

Wieczór, 28 września. Minął miesiąc od mojego wyjazdu z Krakowa…Niektórzy pewnie zastanawiają się, co ja tu właściwie robię, oprócz jedzenia, spacerków i bawienia się na fieście. Podczas samej Fiesty razem z całą Colectividad uczestniczyłam w Defiladzie. Podczas kolejnych dni prezentowałam gościom Dom Polski, opowiadałam o Polsce, „reklamowałam” lekcje polskiego i kultury polskiej. Uczestniczyłam w bardziej oficjalnych spotkaniach (choć te w Argentynie nie są „oficjalne” w naszym rozumieniu): z Ambasadorem RP, Konsulem Honorowym, korespondowałam z Panią Konsul RP, uczestniczyłam w spotkaniach online ze Stowarzyszeniem w Apostoles. Byłam też w Domu Polskim na promocji książki Claudii Smichowski „Raices que cruzaron el oceano” . Piękne spotkanie autorskie. Mieszkanka Buenos Aires- farmaceutka z wykształcenia, która podczas pandemii postanowiła poszperać w korzeniach swojej rodziny i przez wiele lat pracując, odtworzyła historię rodziny Śmichowskich i Czajkowskich, którzy przybyli z Polski (wówczas Austro- Węgier) do Argentyny. Dodam, że szukanie śladów swych przodków nie jest tu takie łatwe, nazwiska podczas rejestracji przez władze argentyńskie bywały bardzo zniekształcane, zapisywano je często fonetycznie, zmieniając czasem litery. Poszukiwanie po 100 latach swoich korzeni jest później baaaardzo trudne. Ale tutaj wiele osób podejmuje się tego zadania.

Dowiedz się więcej »

PODRÓŻE

Jestem tu prawie miesiąc i mam za sobą (na razie niedalekie) podróże. Po pierwsze wędrówki po samej Obera, która nazywana jest „górską stolicą” nie dlatego, że leży w górach, ale ma pagórkowate ukształtowanie terenu. Wzgórki, pagórki, z górki na pazurki, pod górkę… no naprawdę wyczynem jest spacerek po mieście 😊Fotki z samego miasta zamieszczę później, bo o dziwo niewiele mam swojego miasta. Park Narodów, w którym mieszkam znajduje się około 20 minut „spacerkiem” od głównej ulicy w centrum: Avenida Libertad. Park sfotografowałam już dokładnie. Ostatnio na przechadzce parkowej pomyślałam, że mieszkam w takim Parku Jordana, w ciągu dnia przychodzą tu ludzie, klasy z nauczycielami na zajęcia plenerowe, ludzie biegają, spacerują. W samym mieście dominują niskie budynki, są dzielnice bardziej luksusowe i mniej, jak wszędzie…ale o tym, jak zrobię fotki.

Dowiedz się więcej »

FAUNA I FLORA, WIĘCEJ O PIERWSZEJ

Wiosna zawitała do Misiones, pomyślałam, że dobrze napisać, co mnie tu otacza. Gigantyczne monstery (teraz coraz większe) już wielu osobom prezentowałam. Nadal robią wrażenie! Na palmach pojawiają się nowe zielone witki i na wielu drzewach kwitną sobie orchidee. Pierwszy raz coś takiego widzę na własne oczy. No i coraz więcej kwiatów generalnie się pojawia.

Dowiedz się więcej »

O miejscu, ludziach i zwyczajach.

Colectividad Polaca de Obera (Polska Wspólnota w Oberá). Prezes (Presidente): Julio Rubén Lewtak (dziadkowie jego przybyli tu jako emigranci). Uroczy, ciepły człowiek, niezwykle skromny. Taki papa, z każdym pogada, o wszystko zadba, podczas Fiesty króluje w kuchni. Nazywa się go Lulu. Norma- jego żona (też posiada polskie korzenie)- oficjalnie funkcji nie pełni, ale rządzi tu wszystkim 😊 Elegancka kobieta, bardzo zorganizowana i trzymająca Dom w ryzach. Wiceprezeska (Vicepresidente Primera) to Virginia Forster (korzenie polsko- ukraińskie, co tutaj jest częste, ich dziadkowie emigrowali, gdy Polska była jeszcze w innych granicach i dziś już sami nie są w stanie określić niektórzy, czy są potomkami Polaków czy Ukraiców…). Reprezentuje zarząd organizacji podczas oficjalnych wydarzeń kulturalnych oraz bieżących projektów społeczności. Wspaniała!!! Swieżoupieczona emerytka- przedszkolanka. Uwielbiam ją. Struktura Zarządu jest rozbudowana, imion i nazwisk wszystkich sekretarzy, komisji nie spamiętałam. Dla mnie ważną postacią jest tutaj Gabriel Enriquez (babcia to emigrantka z Lubelszczyzny), szef Domu Polskiego i mój bezpośredni szef. Człowiek instytucja, a przy tym super serdeczny, super pomocny i super zabawny! Prowadzi też zespół taneczny maluchów. Świetna jest też Alicia i rodzina Sowinskich: Juana, Luis i ich córki. Luis to chyba największy żartowniś Wspólnoty. Wymyślił mi też pseudonim… Otóż skoro profe to skrót od profesory, to po polsku NAUCZI- to skrót od nauczycielki. No i zostałam „Nauczi” (wymawiane jako coś „nałczi”) 😊Ciekawą postacią jest także Jorge Oscar Sklepek, poprzedni Prezes Wspólnoty, dziś tez pełni jakąś funkcję i często bywa. Wesoły starszy pan, próbujący mówić po polsku (rodzice wyemigrowali ze wschodniej Polski po pierwszej wojnie). Bliską relację też szybko nawiązałam z Virginią- choreografką Zespołu Pieśni i Tańca „Nasza Mała Polska”- zespół młodzieży i 2: dorosłych. To jest kobieta petarda, 40- latka, która kocha taniec, kulturę tańca i naprawdę robi to z ogromną pasją. I dwóch Leonów (rzekłabym taka młodzieżówka Zarządu)- ta trójka wprowadza mnie w tajniki życia argentyńskiego.

Dowiedz się więcej »

4 września

Fiesta nadal trwa. Pogoda nie rozpieszcza, 18 stopni...Występy Brazylijczyków i Paragwajczyków oglądałam (dla mnie bardziej egzotyczne niż europejskie tańce ludowe). Paragwajki  taniec z wazonami i butelkami na głowie... Spróbowałam też u nas w domu bigosu i zapiekanki. Powiem Wam, że niejedna polska kuchnia mogłaby się uczyć :) Idąc do Parku niestety trochę się pogubiłam... dotarłam do jakiejś "mniej atrakcyjnej" dzielnicy (delikatnie to ujęłam), ale o tym kiedy indziej. W Domu Polskim udzieliłam pierwszego wywiadu dla tv tutejszej (po hiszpańsku- pytania proste, odpowiedzi także :) Bardzo się chwalą polską nauczycielką ("prawdziwą Polką"), bo żadna europejska nacja nie ma tu nauczyciela skierowanego do nauczania polskiego. Dodam, że z tą chęcią do nauki bywa różnie, ale oni dumni, ja narcyz też zadowolona :)

Dowiedz się więcej »

3 września

O 14. 30 zaczyna się wielka Fiesta, najpierw pochód wszystkich nacji, które stworzyły Obera. Pochód w strojach ludowych. Potem prezentacje tradycyjnych tańców, no i oczywiście jedzenie, świętowanie. Gabriel pojechał na lotnisko do Posadas po ambasadora RP. Też mu będę prezentowana. 

Dowiedz się więcej »

2 września

Początkowo praktycznie nic się nie działo. Słońce piękne, dużo cieplej. Ale chyba puszczają emocje i jakaś lekka choroba mnie łapie, ból gardła, głowy. Więc drzemka w mieszkaniu. Zakupiłam medicamentos i wracam spać. Potem jeszcze spotkanie online z grupą polonijną w Apostoles (to mała miejscowość, do której co 2 tygodnie będę jeździć, by nauczać polskiego). Zupełnie inna grupa niż „moja”. Zresztą o polonijnych awanturkach i relacjach między stowarzyszeniami jeszcze napiszę 😊 „Trans- Atlantyk” i Gombrowicz: Baron, Pyckal i Ciumkała nadal królują 😊Nie poszłam do Domu Polskiego, choć Gabriel miał tam gotować polską zupę, podał polską nazwę, ale nie jestem pewna, co to…. Chyba właśnie kwaśnica, bo brzmiało jak „wasenica” … napisałam, że czuję się trochę źle i muszę wydobrzeć przed jutrzejszym świętem. Zaraz pytania, czy czegoś potrzebuję, itp. 2 godziny później już byli tu właściciele mieszkania, bo słyszeli, że jestem chora…. Kochani, a mnie tylko głowa i gardło bolało. Potem kolejna przygoda. Raptem zgasło wszędzie światło, piszę do właścicielki, wysyłam fotkę liczników (korki w porządku). Ona odpisuje, żebym się nie martwiła, w tym kraju to normalne, że na godzinkę, 2 wyłączają prąd… Rzeczywiście po godzinie wrócił.

Dowiedz się więcej »

1 września

Pogoda nadal nie rozpieszcza. Chmurki i ok. 20 stopni (no ale dobra, to w końcu jest zima…). W Polsce dreptałabym na rozpoczęcie roku, a tutaj niespieszne wstawanie, kawka, lekcja hiszpańskiego. Wypad na zakupy (zanim zamkną)- suszarka do włosów i jakieś tam higieniczne artykuły no i produkty do sprzątania. To też temat na potem (bo na razie się zachwycamy), ale pojęcie czystości w Argentynie jest delikatnie mówiąc „inne”. To mieszkanko było „wysprzątane” na moje przybycie… ale pewne „poprawki” poczyniłam. Wyprawa na szoping to też sprawa czasochłonna, w każdym sklepiku trzeba pogadać, w supermarkecie w kolejce też się nie stoi jak kołek. Więc hiszpański naprawdę doszlifuję  (do certyfikatu 😉). Wieczorem wyprawa do Domu Polskiego, szykowanie dekoracji itp. Na fiestę. Nie ma to jak 1 września wywiesić polskie flagi niemieckim sąsiadom pod oknami 😊 Przyzwyczaić się też muszę do tego, że umawiamy się na jakąś godzinę, wszyscy się schodzą przez 2… zanim zacznie się robota- pogaduchy… dla mnie „zadaniowca” to na razie trudne…Potem zebranie Zarządu, też jestem proszona. Ustalają, co i jak, podział zadań na fiestę. Kiedy mówią bezpośrednio do mnie, wolno i wyraźnie, rozumiem, odpowiadam, kiedy między sobą, jeszcze niestety nic (no prawie nic). Zadanie dla profy: rozmawiać z ludźmi na fieście i zapraszać ich tutaj do Domu Polskiego. No i jeszcze tłumaczyłam nazwy potraw, sprawdzałam, czy dobrze zapisali (pierogi z mięsem, pierogi ruskie, bigos, kwaśnica itd.). No i ciągłe picie mate… wiecie, że tu nawet czajniki mają opcję gotowania wody na kawę i na mate- 2 przyciski… Próbowałam mate 2 razy (odmiana słodsza, nawet niezła), tylko… z tego jednego naczynia popija kilka osób… chyba jeszcze nie jestem gotowa dzielić z kimś metalową rurkę 😊 a nawet jak kupię własny sprzęt, trzeba będzie częstować innych. Więc na razie: mate nie piję.

Dowiedz się więcej »

31 sierpnia

No cóż byłam w raju, teraz potop… Od rana leje… Burza i ulewa mnie obudziły, potem już tylko było gorzej. Ale od razu piszą, dzwonią, żebym się nie bała (jakoś specjalnie się nie bałam, filmiki kręciłam). Przyjechały służby (a ze strażakami już niejedną przyjemność miałam, więc i tutaj było nieźle), członkowie wspólnoty. No i walka z wodą się zaczęła. Tzn trwa do teraz, bo ma lać cały dzień…ja dostałam areał sanitariatów, z dachu ciekło.

Dowiedz się więcej »

30 sierpnia

Po dłuuugim śnie, kawka na tarasie. Stare drzewa, ogromne monstery, śpiewające ptaki. Bajkaaa. Logistyka kąpieli. Najpierw idę ze swoją różową packą na pająki, sprawdzam zakamarki łazienki, sufit itp. Potem leję długo wodę prysznicową, bo gdyby tam się czaił pająk- to się utopi, a jak wąż, to może już się uaktywni… Po tych przygotowaniach: kąpiel, czujna! Najgorsze mycie głowy, bo trzeba zamknąć oczy, no i coś można przegapić. Straszny mają tu ubaw z mojej pająkowej fobii. Dla nich pająk to codzienny towarzysz życia. Jedna babka zobaczyła moją packę i mówi, że wygodniej wynosić pająki w pudełeczku, bo z tego spadnie. Na to inna: Ona nie chce ich na tym wynosić, tylko zabijać, o tak: pac pac (demonstracja nastąpiła). Śmiech ogólny, zaskoczenie, zdziwienie- po co zabijać pająka??? Na razie nie spotkałam, mówią, że teraz to one śpią, potem będzie im za gorąco, prawdziwy wysyp zacznie się w kwietniu (jesień). I nie chodzi o małe pajączki, ale tarantule… W domu??? – pytam. Nie , nie, tylko na ulicach (kłamczuszki, czuję to). Ale dodają, że do kwietnia to już będę prawdziwą Argentynką i będę wynosić tarantule w pudełeczkach… Węży nie ma. Pociecha jakaś zawsze. 

Dowiedz się więcej »

Pierwsze kroki

29 sierpnia 2026 roku. Stawiam pierwsze kroki w Argentynie. Buenos Aires to niby miasto, które nigdy nie śpi, ale lotnisko spowija jeszcze dosyć senna atmosfera o 5.50 (w Polsce już 10.50). Pierwsze drobne nerwy przy kontroli paszportowej, ale przesympatyczny pan tylko spisał dane, pobrał odcisk palca, zapytał, gdzie będę mieszkać (spisał dokładny adres) i z uśmiechem życzył miłego pobytu w Argentynie. Potem większy nerwik, kiedy czekasz na swoje walizy i widzisz, że została już niemal tylko załoga samolotu i ty… a walizki nie jadą. No nie przerzucili w Amsterdamie! Albo gdzie indziej przerzucili! O czym już zdążyłam poinformować część znajomych 😉 w końcu jadą. Spacerek z walizkami, kontrola bagażu. Tu znowu myślenica, czy zupki instant (barszcz), o które prosili zapraszający to już towarek do zgłoszenia, czy jeszcze nie. Albo śliwki nałęczowskie i pierniki toruńskie i krówki…. Zanim się namyśliłam sympatyczna pani już podchodzi i walizeczki jadą. W plecaczku cała reklamówka lekarstw. Od razu mówię, że mam zaświadczenie. Nikt go nawet nie chce oglądać, tylko pytanie, jaka choroba. Odpowiadam, pytają, czy dobrze się czuję. Tak. No to „Bienvenido a Argentina!”. Potem taksóweczka na drugie lotnisko (50 minut podróży), cudowny emerytowany taksiarz włoskiego pochodzenia poopowiadał o Buenos, pokazał, gdzie są ciekawe miejsca (i restauracje, wyczuł mnie 😉) Piękny widok wschodzącego słońca w Buenos, wynurzało się z mgły, naprawdę cuuuudo. Na drugie lotnisko dotarłam już w pełnym słońcu, niebieskim niebie. Do tego latające papugi. Woow!! Choć czujnie obserwowałam, czy jakiś pająk albo wąż się nie czai 😉Strasznie dużo czasu spędziłam na tym lotnisku, bo trzykrotnie przesuwali lot do Posadas. Dzięki temu weszłam już w rytm argentyński, zero stresu, spokój, czekanie. Pogawędki (o dziwo hiszpański szybko „pyknął”), pierwsza empanada (mniam), kawka (a nawet 2), wymiana dolarów (części, choć kurs był dobry), no i akcja walizka (cd historii z Balic), dokupiłam w końcu drugą. Bez problemu, pani mnie pokierowała, gdzie trzeba. Zresztą ma polskie korzenie (ale po polsku oczywiście nie mówi). W końcu- samolot do Posadas i ok. 17 czasu argentyńskiego (polskiego 22), czyli po 29 godzinach podróży spotkałam mojego nowego szefa Gabriela i Sergia, którzy przyjechali na lotnisko. Już tylko niecałe 2 godzinki samochodem i jestem w Obera 😊

Dowiedz się więcej »

DZIEŃ NAUCZYCIELA

W Polsce obchodzony 14 października na pamiątkę utworzenia Komisji Edukacji Narodowej- Święto KEN. Z tej okazji również tutaj pamiętano o swej nauczi 😊 życzenia, kwiaty i prezenciki argentyńskie- yeraba matem, herbata 😊

Dowiedz się więcej »

DZIEŃ KRZYSZTOFA KOLUMBA, KTÓRY NIE JEST DNIEM KRZYSZTOFA KOLUMBA

12 października w Argentynie była kolejna fiesta. Z tej okazji mieliśmy ustawowo dzień wolny od pracy (tzn. ja nie, bo „podlegam” polskiemu kalendarzowi). Tak się fortunnie złożyło, że dzień ten wypadał w poniedziałek, zatem mieli Argentyńczycy dłuższy weekend. Wszyscy wiemy, że12 października 1492 roku Krzysztof Kolumb na statkach Santa María, Niña i Pinta dopłynął do brzegów Ameryki. Na pamiątkę tego wydarzenia obchodzi się święto. W Hiszpanii znane jako Día de la Hispanidad (Święto Narodowe Hiszpanii) oraz święto Matki Boskiej z Pilar (Día del Pilar). Tutaj nie obchodzi się tego święta pod nazwą Dzień Krzysztofa Kolumba. Dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej i grup rdzennych dzień ten symbolizuje początek krwawej konkwisty, utraty suwerenności oraz cierpienia ludności indygenicznej. W Argentynie dzień 12 października przeszedł ogromną ewolucję nazewnictwa. Święto zostało ustanowione w Argentynie w 1917 roku przez prezydenta Hipólito Yrigoyena jako Dia  de la Raza (Dzień Rasy). Miało wtedy na celu podkreślenie więzi kulturowych, językowych i historycznych łączących kraje hiszpańskojęzyczne z Hiszpanią. W 2010 roku na mocy dekretu prezydenckiego zmieniono nazwę na Dia del Respeto a la Diversidad Cultural. Ta zmiana miała na celu odejście od podziału na „rasy” (który uznano za niepoprawny naukowo i społecznie) i przeniesienie punktu ciężkości na bogactwo kulturowe rdzennej ludności oraz imigrantów tworzących współczesne społeczeństwo argentyńskie. W październiku 2025 roku argentyński rząd narodowy w swoich oficjalnych komunikatach zaczął ponownie posługiwać się historyczną terminologią Día de la Raza, co wywołało w kraju debatę publiczną na temat tożsamości narodowej i polityki pamięci. Tutaj niemal każdy dyskutował o tym.

Dowiedz się więcej »

O MOJEJ PRACY

Wieczór, 28 września. Minął miesiąc od mojego wyjazdu z Krakowa…Niektórzy pewnie zastanawiają się, co ja tu właściwie robię, oprócz jedzenia, spacerków i bawienia się na fieście. Podczas samej Fiesty razem z całą Colectividad uczestniczyłam w Defiladzie. Podczas kolejnych dni prezentowałam gościom Dom Polski, opowiadałam o Polsce, „reklamowałam” lekcje polskiego i kultury polskiej. Uczestniczyłam w bardziej oficjalnych spotkaniach (choć te w Argentynie nie są „oficjalne” w naszym rozumieniu): z Ambasadorem RP, Konsulem Honorowym, korespondowałam z Panią Konsul RP, uczestniczyłam w spotkaniach online ze Stowarzyszeniem w Apostoles. Byłam też w Domu Polskim na promocji książki Claudii Smichowski „Raices que cruzaron el oceano” . Piękne spotkanie autorskie. Mieszkanka Buenos Aires- farmaceutka z wykształcenia, która podczas pandemii postanowiła poszperać w korzeniach swojej rodziny i przez wiele lat pracując, odtworzyła historię rodziny Śmichowskich i Czajkowskich, którzy przybyli z Polski (wówczas Austro- Węgier) do Argentyny. Dodam, że szukanie śladów swych przodków nie jest tu takie łatwe, nazwiska podczas rejestracji przez władze argentyńskie bywały bardzo zniekształcane, zapisywano je często fonetycznie, zmieniając czasem litery. Poszukiwanie po 100 latach swoich korzeni jest później baaaardzo trudne. Ale tutaj wiele osób podejmuje się tego zadania.

Dowiedz się więcej »

PODRÓŻE

Jestem tu prawie miesiąc i mam za sobą (na razie niedalekie) podróże. Po pierwsze wędrówki po samej Obera, która nazywana jest „górską stolicą” nie dlatego, że leży w górach, ale ma pagórkowate ukształtowanie terenu. Wzgórki, pagórki, z górki na pazurki, pod górkę… no naprawdę wyczynem jest spacerek po mieście 😊Fotki z samego miasta zamieszczę później, bo o dziwo niewiele mam swojego miasta. Park Narodów, w którym mieszkam znajduje się około 20 minut „spacerkiem” od głównej ulicy w centrum: Avenida Libertad. Park sfotografowałam już dokładnie. Ostatnio na przechadzce parkowej pomyślałam, że mieszkam w takim Parku Jordana, w ciągu dnia przychodzą tu ludzie, klasy z nauczycielami na zajęcia plenerowe, ludzie biegają, spacerują. W samym mieście dominują niskie budynki, są dzielnice bardziej luksusowe i mniej, jak wszędzie…ale o tym, jak zrobię fotki.

Dowiedz się więcej »

FAUNA I FLORA, WIĘCEJ O PIERWSZEJ

Wiosna zawitała do Misiones, pomyślałam, że dobrze napisać, co mnie tu otacza. Gigantyczne monstery (teraz coraz większe) już wielu osobom prezentowałam. Nadal robią wrażenie! Na palmach pojawiają się nowe zielone witki i na wielu drzewach kwitną sobie orchidee. Pierwszy raz coś takiego widzę na własne oczy. No i coraz więcej kwiatów generalnie się pojawia.

Dowiedz się więcej »

O miejscu, ludziach i zwyczajach.

Colectividad Polaca de Obera (Polska Wspólnota w Oberá). Prezes (Presidente): Julio Rubén Lewtak (dziadkowie jego przybyli tu jako emigranci). Uroczy, ciepły człowiek, niezwykle skromny. Taki papa, z każdym pogada, o wszystko zadba, podczas Fiesty króluje w kuchni. Nazywa się go Lulu. Norma- jego żona (też posiada polskie korzenie)- oficjalnie funkcji nie pełni, ale rządzi tu wszystkim 😊 Elegancka kobieta, bardzo zorganizowana i trzymająca Dom w ryzach. Wiceprezeska (Vicepresidente Primera) to Virginia Forster (korzenie polsko- ukraińskie, co tutaj jest częste, ich dziadkowie emigrowali, gdy Polska była jeszcze w innych granicach i dziś już sami nie są w stanie określić niektórzy, czy są potomkami Polaków czy Ukraiców…). Reprezentuje zarząd organizacji podczas oficjalnych wydarzeń kulturalnych oraz bieżących projektów społeczności. Wspaniała!!! Swieżoupieczona emerytka- przedszkolanka. Uwielbiam ją. Struktura Zarządu jest rozbudowana, imion i nazwisk wszystkich sekretarzy, komisji nie spamiętałam. Dla mnie ważną postacią jest tutaj Gabriel Enriquez (babcia to emigrantka z Lubelszczyzny), szef Domu Polskiego i mój bezpośredni szef. Człowiek instytucja, a przy tym super serdeczny, super pomocny i super zabawny! Prowadzi też zespół taneczny maluchów. Świetna jest też Alicia i rodzina Sowinskich: Juana, Luis i ich córki. Luis to chyba największy żartowniś Wspólnoty. Wymyślił mi też pseudonim… Otóż skoro profe to skrót od profesory, to po polsku NAUCZI- to skrót od nauczycielki. No i zostałam „Nauczi” (wymawiane jako coś „nałczi”) 😊Ciekawą postacią jest także Jorge Oscar Sklepek, poprzedni Prezes Wspólnoty, dziś tez pełni jakąś funkcję i często bywa. Wesoły starszy pan, próbujący mówić po polsku (rodzice wyemigrowali ze wschodniej Polski po pierwszej wojnie). Bliską relację też szybko nawiązałam z Virginią- choreografką Zespołu Pieśni i Tańca „Nasza Mała Polska”- zespół młodzieży i 2: dorosłych. To jest kobieta petarda, 40- latka, która kocha taniec, kulturę tańca i naprawdę robi to z ogromną pasją. I dwóch Leonów (rzekłabym taka młodzieżówka Zarządu)- ta trójka wprowadza mnie w tajniki życia argentyńskiego.

Dowiedz się więcej »

4 września

Fiesta nadal trwa. Pogoda nie rozpieszcza, 18 stopni...Występy Brazylijczyków i Paragwajczyków oglądałam (dla mnie bardziej egzotyczne niż europejskie tańce ludowe). Paragwajki  taniec z wazonami i butelkami na głowie... Spróbowałam też u nas w domu bigosu i zapiekanki. Powiem Wam, że niejedna polska kuchnia mogłaby się uczyć :) Idąc do Parku niestety trochę się pogubiłam... dotarłam do jakiejś "mniej atrakcyjnej" dzielnicy (delikatnie to ujęłam), ale o tym kiedy indziej. W Domu Polskim udzieliłam pierwszego wywiadu dla tv tutejszej (po hiszpańsku- pytania proste, odpowiedzi także :) Bardzo się chwalą polską nauczycielką ("prawdziwą Polką"), bo żadna europejska nacja nie ma tu nauczyciela skierowanego do nauczania polskiego. Dodam, że z tą chęcią do nauki bywa różnie, ale oni dumni, ja narcyz też zadowolona :)

Dowiedz się więcej »

3 września

O 14. 30 zaczyna się wielka Fiesta, najpierw pochód wszystkich nacji, które stworzyły Obera. Pochód w strojach ludowych. Potem prezentacje tradycyjnych tańców, no i oczywiście jedzenie, świętowanie. Gabriel pojechał na lotnisko do Posadas po ambasadora RP. Też mu będę prezentowana. 

Dowiedz się więcej »

DZIEŃ NAUCZYCIELA

W Polsce obchodzony 14 października na pamiątkę utworzenia Komisji Edukacji Narodowej- Święto KEN. Z tej okazji również tutaj pamiętano o swej nauczi 😊 życzenia, kwiaty i prezenciki argentyńskie- yeraba matem, herbata 😊

Dowiedz się więcej »

DZIEŃ KRZYSZTOFA KOLUMBA, KTÓRY NIE JEST DNIEM KRZYSZTOFA KOLUMBA

12 października w Argentynie była kolejna fiesta. Z tej okazji mieliśmy ustawowo dzień wolny od pracy (tzn. ja nie, bo „podlegam” polskiemu kalendarzowi). Tak się fortunnie złożyło, że dzień ten wypadał w poniedziałek, zatem mieli Argentyńczycy dłuższy weekend. Wszyscy wiemy, że12 października 1492 roku Krzysztof Kolumb na statkach Santa María, Niña i Pinta dopłynął do brzegów Ameryki. Na pamiątkę tego wydarzenia obchodzi się święto. W Hiszpanii znane jako Día de la Hispanidad (Święto Narodowe Hiszpanii) oraz święto Matki Boskiej z Pilar (Día del Pilar). Tutaj nie obchodzi się tego święta pod nazwą Dzień Krzysztofa Kolumba. Dla wielu krajów Ameryki Łacińskiej i grup rdzennych dzień ten symbolizuje początek krwawej konkwisty, utraty suwerenności oraz cierpienia ludności indygenicznej. W Argentynie dzień 12 października przeszedł ogromną ewolucję nazewnictwa. Święto zostało ustanowione w Argentynie w 1917 roku przez prezydenta Hipólito Yrigoyena jako Dia  de la Raza (Dzień Rasy). Miało wtedy na celu podkreślenie więzi kulturowych, językowych i historycznych łączących kraje hiszpańskojęzyczne z Hiszpanią. W 2010 roku na mocy dekretu prezydenckiego zmieniono nazwę na Dia del Respeto a la Diversidad Cultural. Ta zmiana miała na celu odejście od podziału na „rasy” (który uznano za niepoprawny naukowo i społecznie) i przeniesienie punktu ciężkości na bogactwo kulturowe rdzennej ludności oraz imigrantów tworzących współczesne społeczeństwo argentyńskie. W październiku 2025 roku argentyński rząd narodowy w swoich oficjalnych komunikatach zaczął ponownie posługiwać się historyczną terminologią Día de la Raza, co wywołało w kraju debatę publiczną na temat tożsamości narodowej i polityki pamięci. Tutaj niemal każdy dyskutował o tym.

Dowiedz się więcej »

O MOJEJ PRACY

Wieczór, 28 września. Minął miesiąc od mojego wyjazdu z Krakowa…Niektórzy pewnie zastanawiają się, co ja tu właściwie robię, oprócz jedzenia, spacerków i bawienia się na fieście. Podczas samej Fiesty razem z całą Colectividad uczestniczyłam w Defiladzie. Podczas kolejnych dni prezentowałam gościom Dom Polski, opowiadałam o Polsce, „reklamowałam” lekcje polskiego i kultury polskiej. Uczestniczyłam w bardziej oficjalnych spotkaniach (choć te w Argentynie nie są „oficjalne” w naszym rozumieniu): z Ambasadorem RP, Konsulem Honorowym, korespondowałam z Panią Konsul RP, uczestniczyłam w spotkaniach online ze Stowarzyszeniem w Apostoles. Byłam też w Domu Polskim na promocji książki Claudii Smichowski „Raices que cruzaron el oceano” . Piękne spotkanie autorskie. Mieszkanka Buenos Aires- farmaceutka z wykształcenia, która podczas pandemii postanowiła poszperać w korzeniach swojej rodziny i przez wiele lat pracując, odtworzyła historię rodziny Śmichowskich i Czajkowskich, którzy przybyli z Polski (wówczas Austro- Węgier) do Argentyny. Dodam, że szukanie śladów swych przodków nie jest tu takie łatwe, nazwiska podczas rejestracji przez władze argentyńskie bywały bardzo zniekształcane, zapisywano je często fonetycznie, zmieniając czasem litery. Poszukiwanie po 100 latach swoich korzeni jest później baaaardzo trudne. Ale tutaj wiele osób podejmuje się tego zadania.

Dowiedz się więcej »

PODRÓŻE

Jestem tu prawie miesiąc i mam za sobą (na razie niedalekie) podróże. Po pierwsze wędrówki po samej Obera, która nazywana jest „górską stolicą” nie dlatego, że leży w górach, ale ma pagórkowate ukształtowanie terenu. Wzgórki, pagórki, z górki na pazurki, pod górkę… no naprawdę wyczynem jest spacerek po mieście 😊Fotki z samego miasta zamieszczę później, bo o dziwo niewiele mam swojego miasta. Park Narodów, w którym mieszkam znajduje się około 20 minut „spacerkiem” od głównej ulicy w centrum: Avenida Libertad. Park sfotografowałam już dokładnie. Ostatnio na przechadzce parkowej pomyślałam, że mieszkam w takim Parku Jordana, w ciągu dnia przychodzą tu ludzie, klasy z nauczycielami na zajęcia plenerowe, ludzie biegają, spacerują. W samym mieście dominują niskie budynki, są dzielnice bardziej luksusowe i mniej, jak wszędzie…ale o tym, jak zrobię fotki.

Dowiedz się więcej »

FAUNA I FLORA, WIĘCEJ O PIERWSZEJ

Wiosna zawitała do Misiones, pomyślałam, że dobrze napisać, co mnie tu otacza. Gigantyczne monstery (teraz coraz większe) już wielu osobom prezentowałam. Nadal robią wrażenie! Na palmach pojawiają się nowe zielone witki i na wielu drzewach kwitną sobie orchidee. Pierwszy raz coś takiego widzę na własne oczy. No i coraz więcej kwiatów generalnie się pojawia.

Dowiedz się więcej »

O miejscu, ludziach i zwyczajach.

Colectividad Polaca de Obera (Polska Wspólnota w Oberá). Prezes (Presidente): Julio Rubén Lewtak (dziadkowie jego przybyli tu jako emigranci). Uroczy, ciepły człowiek, niezwykle skromny. Taki papa, z każdym pogada, o wszystko zadba, podczas Fiesty króluje w kuchni. Nazywa się go Lulu. Norma- jego żona (też posiada polskie korzenie)- oficjalnie funkcji nie pełni, ale rządzi tu wszystkim 😊 Elegancka kobieta, bardzo zorganizowana i trzymająca Dom w ryzach. Wiceprezeska (Vicepresidente Primera) to Virginia Forster (korzenie polsko- ukraińskie, co tutaj jest częste, ich dziadkowie emigrowali, gdy Polska była jeszcze w innych granicach i dziś już sami nie są w stanie określić niektórzy, czy są potomkami Polaków czy Ukraiców…). Reprezentuje zarząd organizacji podczas oficjalnych wydarzeń kulturalnych oraz bieżących projektów społeczności. Wspaniała!!! Swieżoupieczona emerytka- przedszkolanka. Uwielbiam ją. Struktura Zarządu jest rozbudowana, imion i nazwisk wszystkich sekretarzy, komisji nie spamiętałam. Dla mnie ważną postacią jest tutaj Gabriel Enriquez (babcia to emigrantka z Lubelszczyzny), szef Domu Polskiego i mój bezpośredni szef. Człowiek instytucja, a przy tym super serdeczny, super pomocny i super zabawny! Prowadzi też zespół taneczny maluchów. Świetna jest też Alicia i rodzina Sowinskich: Juana, Luis i ich córki. Luis to chyba największy żartowniś Wspólnoty. Wymyślił mi też pseudonim… Otóż skoro profe to skrót od profesory, to po polsku NAUCZI- to skrót od nauczycielki. No i zostałam „Nauczi” (wymawiane jako coś „nałczi”) 😊Ciekawą postacią jest także Jorge Oscar Sklepek, poprzedni Prezes Wspólnoty, dziś tez pełni jakąś funkcję i często bywa. Wesoły starszy pan, próbujący mówić po polsku (rodzice wyemigrowali ze wschodniej Polski po pierwszej wojnie). Bliską relację też szybko nawiązałam z Virginią- choreografką Zespołu Pieśni i Tańca „Nasza Mała Polska”- zespół młodzieży i 2: dorosłych. To jest kobieta petarda, 40- latka, która kocha taniec, kulturę tańca i naprawdę robi to z ogromną pasją. I dwóch Leonów (rzekłabym taka młodzieżówka Zarządu)- ta trójka wprowadza mnie w tajniki życia argentyńskiego.

Dowiedz się więcej »

4 września

Fiesta nadal trwa. Pogoda nie rozpieszcza, 18 stopni...Występy Brazylijczyków i Paragwajczyków oglądałam (dla mnie bardziej egzotyczne niż europejskie tańce ludowe). Paragwajki  taniec z wazonami i butelkami na głowie... Spróbowałam też u nas w domu bigosu i zapiekanki. Powiem Wam, że niejedna polska kuchnia mogłaby się uczyć :) Idąc do Parku niestety trochę się pogubiłam... dotarłam do jakiejś "mniej atrakcyjnej" dzielnicy (delikatnie to ujęłam), ale o tym kiedy indziej. W Domu Polskim udzieliłam pierwszego wywiadu dla tv tutejszej (po hiszpańsku- pytania proste, odpowiedzi także :) Bardzo się chwalą polską nauczycielką ("prawdziwą Polką"), bo żadna europejska nacja nie ma tu nauczyciela skierowanego do nauczania polskiego. Dodam, że z tą chęcią do nauki bywa różnie, ale oni dumni, ja narcyz też zadowolona :)

Dowiedz się więcej »

3 września

O 14. 30 zaczyna się wielka Fiesta, najpierw pochód wszystkich nacji, które stworzyły Obera. Pochód w strojach ludowych. Potem prezentacje tradycyjnych tańców, no i oczywiście jedzenie, świętowanie. Gabriel pojechał na lotnisko do Posadas po ambasadora RP. Też mu będę prezentowana. 

Dowiedz się więcej »