Wieczór, 28 września. Minął miesiąc od mojego wyjazdu z Krakowa…Niektórzy pewnie zastanawiają się, co ja tu właściwie robię, oprócz jedzenia, spacerków i bawienia się na fieście. Podczas samej Fiesty razem z całą Colectividad uczestniczyłam w Defiladzie. Podczas kolejnych dni prezentowałam gościom Dom Polski, opowiadałam o Polsce, „reklamowałam” lekcje polskiego i kultury polskiej. Uczestniczyłam w bardziej oficjalnych spotkaniach (choć te w Argentynie nie są „oficjalne” w naszym rozumieniu): z Ambasadorem RP, Konsulem Honorowym, korespondowałam z Panią Konsul RP, uczestniczyłam w spotkaniach online ze Stowarzyszeniem w Apostoles. Byłam też w Domu Polskim na promocji książki Claudii Smichowski „Raices que cruzaron el oceano” . Piękne spotkanie autorskie. Mieszkanka Buenos Aires- farmaceutka z wykształcenia, która podczas pandemii postanowiła poszperać w korzeniach swojej rodziny i przez wiele lat pracując, odtworzyła historię rodziny Śmichowskich i Czajkowskich, którzy przybyli z Polski (wówczas Austro- Węgier) do Argentyny. Dodam, że szukanie śladów swych przodków nie jest tu takie łatwe, nazwiska podczas rejestracji przez władze argentyńskie bywały bardzo zniekształcane, zapisywano je często fonetycznie, zmieniając czasem litery. Poszukiwanie po 100 latach swoich korzeni jest później baaaardzo trudne. Ale tutaj wiele osób podejmuje się tego zadania.
Udzieliłam też krótkiego wywiadu do lokalnej telewizji, wystąpiłam z Prezesem Colectividad i przedstawicielami wspólnoty w tv krajowej (ekipa z Buenos robiła reportaż), pomagam przy organizowaniu wystaw w Domu Polskim, krótkie spotkania o kulturze polskiej organizujemy. Uczestniczę w spotkaniach Zarządu, spotkaniach sekcji kulturalnej. Uczestniczyłam też w spotkaniu Stowarzyszenia- „Mechones de Vida” (Peruki Solidarności). To projekt, który obchodził 4 rocznicę działalności charytatywnej, potwierdzając swoje zaangażowanie w produkcję i przekazywanie peruk osobom poddawanym leczeniu onkologicznemu. Tak, Dom Polski, który jest ogromny, chętnie udostępnia swoje przestrzenie na tak ważne spotkania. W spotkaniu wzięła też udział przewodnicząca Federacji Wspólnot, Marta Wieremiey oraz Narodowa Królowa Imigrantów, Melina Lovello, w towarzystwie Pierwszej Księżniczki Josefiny Ayelen Knoll.
Ale przede wszystkim zaczęłam już lekcje polskiego. W Apostoles grupka dzieci (5- 12 lat)- 10 osób. Poznawaliśmy kolory i śpiewaliśmy „Ogórka” (tego, co ma zielony garniturek). Grupa dorosłych- 12 osób- powitania, pożegnania- tak na rozgrzewkę.
W Domu Polskim (u siebie) oficjalny kurs polskiego rozpoczynam 1 października. Hmm, nie wiem, czy cieszyć się, czy martwić, ale zapisało się ponad 80 osób…Za dobrze sprawę reklamowaliśmy 😊, ale to pewnie efekt ciekawości na razie, chcą poznać, zobaczyć. Będę mieć zajęcia w bloku porannym (niestety od 9.00) i wieczornym (18.00). Przedział wiekowy- duży. Rano głównie emerytki i emeryci, po południu ludzie pracujący i uczący się. No i lekcje polskiego z naszym Zespołem Pieśni i Tańca (grupą jovenes, młodych). Jesteśmy już po dwóch. No cóż… język polski jest baaardzo trudny. Na razie próbowaliśmy nauczyć się głosek, które nie funkcjonują w castellano: ć, dź, ś, sz, cz, dż, itd. I liter, których nie mają. Ogromną trudność sprawiło słowo „książka” (co ciekawe, większość była zdziwiona, że tam jest k na początku), no i zabiła wszystkich „dżdżownica” 😊 ale spokojnie, przecież nawet Polacy mają problemy z właściwą artykulacją 😉Powitania, pożegnania, przedstawiamy się. A nawet już potrafimy powiedzieć, jaki mamy zawód (student, prawniczka, nauczyciel, projektantka, księgowy, fryzjer, fizjoterapeutka, kosmetyczka, logopedka). Wiemy też, że polski pisarz i dramaturg Witold Gombrowicz mieszkał w Argentynie. Tak jak my. Oczywiście wszystko to w czasie teraźniejszym na razie i na razie rzeczowniki w mianownikach 😊 Pewnie teraz wszystkie „stare wygi”, które uczą polskiego jako obcego uśmiechają się pod noskiem 😉 Dla mnie to nowość i ogromnie się ekscytuję!! Więc będę wdzięczna za wszelkie podpowiedzi, rady, materiały (A1) 😊 A i zapisali mi fonetycznie moje nazwisko (po swojemu): Machiellefska 😊
Po lekcjach małe fiesty, raz pizza, a wczoraj nagotowałam garnek ratatouille i miło spędziliśmy czas. Chyba smakowało, o czym mówiono, ale i relacja na stronie się pojawiła 😊
No byłam też na wspólnym gotowaniu taco. Kilka pań, ekspertek kucharskich rozdzieliło funkcje, przy pogawędkach powstawała kolacyjka. Wszystko w domowej atmosferze w kuchni, w akompaniamencie wina. Niestety głównodowodzące mówiły szybko, „po swojemu”, bywały momenty, że nic nie rozumiałam…. Co pewien czas tylko następowało zatrzymanie i powoli jedna z pań mówiła mi o czym teraz rozmawiają (np. teraz mówimy o tym jak Antonia była u lekarza…). Ale generalnie takich lekcji castellano też potrzebuję (choć jak się nic nie rozumie- frustracja). Samo jedzenie – znakomite, co tu dużo mówić! Proste, domowe, pyszne!
wieczór autorski, promocja książki
spotkanie Stowarzyszenia Peruki Solidarności
lekcje polskiego po próbie tańca- Zespół Pieśni i Tańca "Nasza Mała Polska" (grupa jovenes)
zawiłości polskiego- lekcje z Zespołem tanecznym (grupa jovenes)
jest i pies ;) może i on się nauczy polskiego
lekcje polskiego z Zespołem tanecznym
po lekcji polskiego
kuchenne rewolucje, taco
taco, konsumpcja
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador