3 września

Opublikowano w 4 września 2026 21:19

O 14. 30 zaczyna się wielka Fiesta, najpierw pochód wszystkich nacji, które stworzyły Obera. Pochód w strojach ludowych. Potem prezentacje tradycyjnych tańców, no i oczywiście jedzenie, świętowanie. Gabriel pojechał na lotnisko do Posadas po ambasadora RP. Też mu będę prezentowana. 

Dobra ruszam do przygotowań

Tutaj link do strony święta:

https://fiestadelinmigrante.com.ar/

tutaj wrzucam tłumaczenie na polski (nie moje, translatora 😉

Są historie, które zasługują na to, by opowiadać je raz po raz. Nasza zaczęła się, gdy tysiące mężczyzn i kobiet przybyło z różnych zakątków świata, mając niewiele więcej niż walizkę, pamięć o ojczyźnie i głębokie marzenie o życiu pełnym pracy, współistnienia i pokoju. Byli naszymi dziadkami, naszymi rodzicami, naszymi przodkami. Wybrali tę czerwoną ziemię, by zacząć od nowa. Własnymi rękami uprawiali pola, budowali domy, zakładali rodziny i siali o wiele więcej niż tylko plony: pozostawili nam dziedzictwo wartości, tradycji i kultur, które dziś stanowią istotę naszej tożsamości.Narodowy Festiwal Imigrantów powstał, by uczcić to dziedzictwo. To spotkanie, podczas którego pamięć przeradza się w święto, a każde pokolenie odnawia zobowiązanie do ochrony korzeni, które dały nam życie. Każdego września Oberá, Narodowa Stolica Imigrantów, gromadzi społeczności, które podtrzymują historię swoich ludzi poprzez swoją gastronomię, muzykę, tańce, architekturę i tradycje. Każdy tradycyjny dom to coś więcej niż wyraz kulturowy – to historia wysiłku, nadziei i przynależności. Przez jedenaście dni świętowaliśmy różnorodność, która nas łączy. Ponieważ rozumiemy, że nasze różnice nigdy nie były barierą, ale mostem, który umożliwił stworzenie wspólnoty zbudowanej na szacunku, wspólnej pracy i spotkaniu kultur.

Brak mi słów, by opisać to wydarzenie. Cudowne. To naprawdę niesamowite, że Obera zostało stworzone przez 19 nacji, które do dziś pielęgnują swoje tradycje, kulturę, język. I żyją ze sobą w ogromnej przyjaźni. Nie jest ważne, jakie masz pochodzenie, ważne by być dobrym czowiekiem. Najpierw wielki pochód przez miasto, poszczególne wspólnoty w strojach ludowych paradowały w pięknej defiladzie. Dotarliśmy do Parku Narodów i tu w każdym domu - wystawy (u nas malarza Zygmunta Kowalskiego), spotkania i uczty (pierogi, bigos, gołąbki.... no wszystko, co polskie). Wielka Gala Otwarcia, przemówienia, hymn Argentyny i hymn Misiones, potem prezentacje artystyczne każdej nacji. My mamy Zespół Pieśni i Tańca "Nasza Mała Polkska"- 3 zespoły- maluchy, młodzież i dorośli. Zaprezentowali program wokalno- taneczny (krakowiak, taniec lubelski, warmiński). WSPANIALIII. A! Był też nowy Ambasador RP Jan Ciechanowski z małżonką (Cristiną, Hiszpanką). Podczas defilady i podczas Gali Inauguracyjnej uroczyście przedstawiono Pana Ambasadora i małżonkę , a potem... mnie- nową profesorkę języka polskiego we Wspólnocie Polskiej. Wzruszające... Choć dodam, że oba nazwiska okazały się trudne do wymówienia ;)

rozpoczęcie Gali

Prezes naszej Wspólnoty Julio Lewak z małżonką, synową i wnuczką

czoło pochodu: z fagą wiceprezeska naszej Wspólnoty

Gala Inauguracyjna

z Ambasadorem RP

żona Ambasadora, Konsul Honorowy RP Miquel Skowron, ja i Ambasador

potomek Malczewskiego z familią

4 września

Fiesta nadal trwa. Pogoda nie rozpieszcza, 18 stopni...Występy Brazylijczyków i Paragwajczyków oglądałam (dla mnie bardziej egzotyczne niż europejskie tańce ludowe). Paragwajki  taniec z wazonami i butelkami na głowie... Spróbowałam też u nas w domu bigosu i zapiekanki. Powiem Wam, że niejedna polska kuchnia mogłaby się uczyć :) Idąc do Parku niestety trochę się pogubiłam... dotarłam do jakiejś "mniej atrakcyjnej" dzielnicy (delikatnie to ujęłam), ale o tym kiedy indziej. W Domu Polskim udzieliłam pierwszego wywiadu dla tv tutejszej (po hiszpańsku- pytania proste, odpowiedzi także :) Bardzo się chwalą polską nauczycielką ("prawdziwą Polką"), bo żadna europejska nacja nie ma tu nauczyciela skierowanego do nauczania polskiego. Dodam, że z tą chęcią do nauki bywa różnie, ale oni dumni, ja narcyz też zadowolona :)

Dowiedz się więcej »

3 września

O 14. 30 zaczyna się wielka Fiesta, najpierw pochód wszystkich nacji, które stworzyły Obera. Pochód w strojach ludowych. Potem prezentacje tradycyjnych tańców, no i oczywiście jedzenie, świętowanie. Gabriel pojechał na lotnisko do Posadas po ambasadora RP. Też mu będę prezentowana. 

Dowiedz się więcej »

2 września

Początkowo praktycznie nic się nie działo. Słońce piękne, dużo cieplej. Ale chyba puszczają emocje i jakaś lekka choroba mnie łapie, ból gardła, głowy. Więc drzemka w mieszkaniu. Zakupiłam medicamentos i wracam spać. Potem jeszcze spotkanie online z grupą polonijną w Apostoles (to mała miejscowość, do której co 2 tygodnie będę jeździć, by nauczać polskiego). Zupełnie inna grupa niż „moja”. Zresztą o polonijnych awanturkach i relacjach między stowarzyszeniami jeszcze napiszę 😊 „Trans- Atlantyk” i Gombrowicz: Baron, Pyckal i Ciumkała nadal królują 😊Nie poszłam do Domu Polskiego, choć Gabriel miał tam gotować polską zupę, podał polską nazwę, ale nie jestem pewna, co to…. Chyba właśnie kwaśnica, bo brzmiało jak „wasenica” … napisałam, że czuję się trochę źle i muszę wydobrzeć przed jutrzejszym świętem. Zaraz pytania, czy czegoś potrzebuję, itp. 2 godziny później już byli tu właściciele mieszkania, bo słyszeli, że jestem chora…. Kochani, a mnie tylko głowa i gardło bolało. Potem kolejna przygoda. Raptem zgasło wszędzie światło, piszę do właścicielki, wysyłam fotkę liczników (korki w porządku). Ona odpisuje, żebym się nie martwiła, w tym kraju to normalne, że na godzinkę, 2 wyłączają prąd… Rzeczywiście po godzinie wrócił.

Dowiedz się więcej »

1 września

Pogoda nadal nie rozpieszcza. Chmurki i ok. 20 stopni (no ale dobra, to w końcu jest zima…). W Polsce dreptałabym na rozpoczęcie roku, a tutaj niespieszne wstawanie, kawka, lekcja hiszpańskiego. Wypad na zakupy (zanim zamkną)- suszarka do włosów i jakieś tam higieniczne artykuły no i produkty do sprzątania. To też temat na potem (bo na razie się zachwycamy), ale pojęcie czystości w Argentynie jest delikatnie mówiąc „inne”. To mieszkanko było „wysprzątane” na moje przybycie… ale pewne „poprawki” poczyniłam. Wyprawa na szoping to też sprawa czasochłonna, w każdym sklepiku trzeba pogadać, w supermarkecie w kolejce też się nie stoi jak kołek. Więc hiszpański naprawdę doszlifuję  (do certyfikatu 😉). Wieczorem wyprawa do Domu Polskiego, szykowanie dekoracji itp. Na fiestę. Nie ma to jak 1 września wywiesić polskie flagi niemieckim sąsiadom pod oknami 😊 Przyzwyczaić się też muszę do tego, że umawiamy się na jakąś godzinę, wszyscy się schodzą przez 2… zanim zacznie się robota- pogaduchy… dla mnie „zadaniowca” to na razie trudne…Potem zebranie Zarządu, też jestem proszona. Ustalają, co i jak, podział zadań na fiestę. Kiedy mówią bezpośrednio do mnie, wolno i wyraźnie, rozumiem, odpowiadam, kiedy między sobą, jeszcze niestety nic (no prawie nic). Zadanie dla profy: rozmawiać z ludźmi na fieście i zapraszać ich tutaj do Domu Polskiego. No i jeszcze tłumaczyłam nazwy potraw, sprawdzałam, czy dobrze zapisali (pierogi z mięsem, pierogi ruskie, bigos, kwaśnica itd.). No i ciągłe picie mate… wiecie, że tu nawet czajniki mają opcję gotowania wody na kawę i na mate- 2 przyciski… Próbowałam mate 2 razy (odmiana słodsza, nawet niezła), tylko… z tego jednego naczynia popija kilka osób… chyba jeszcze nie jestem gotowa dzielić z kimś metalową rurkę 😊 a nawet jak kupię własny sprzęt, trzeba będzie częstować innych. Więc na razie: mate nie piję.

Dowiedz się więcej »

31 sierpnia

No cóż byłam w raju, teraz potop… Od rana leje… Burza i ulewa mnie obudziły, potem już tylko było gorzej. Ale od razu piszą, dzwonią, żebym się nie bała (jakoś specjalnie się nie bałam, filmiki kręciłam). Przyjechały służby (a ze strażakami już niejedną przyjemność miałam, więc i tutaj było nieźle), członkowie wspólnoty. No i walka z wodą się zaczęła. Tzn trwa do teraz, bo ma lać cały dzień…ja dostałam areał sanitariatów, z dachu ciekło.

Dowiedz się więcej »

30 sierpnia

Po dłuuugim śnie, kawka na tarasie. Stare drzewa, ogromne monstery, śpiewające ptaki. Bajkaaa. Logistyka kąpieli. Najpierw idę ze swoją różową packą na pająki, sprawdzam zakamarki łazienki, sufit itp. Potem leję długo wodę prysznicową, bo gdyby tam się czaił pająk- to się utopi, a jak wąż, to może już się uaktywni… Po tych przygotowaniach: kąpiel, czujna! Najgorsze mycie głowy, bo trzeba zamknąć oczy, no i coś można przegapić. Straszny mają tu ubaw z mojej pająkowej fobii. Dla nich pająk to codzienny towarzysz życia. Jedna babka zobaczyła moją packę i mówi, że wygodniej wynosić pająki w pudełeczku, bo z tego spadnie. Na to inna: Ona nie chce ich na tym wynosić, tylko zabijać, o tak: pac pac (demonstracja nastąpiła). Śmiech ogólny, zaskoczenie, zdziwienie- po co zabijać pająka??? Na razie nie spotkałam, mówią, że teraz to one śpią, potem będzie im za gorąco, prawdziwy wysyp zacznie się w kwietniu (jesień). I nie chodzi o małe pajączki, ale tarantule… W domu??? – pytam. Nie , nie, tylko na ulicach (kłamczuszki, czuję to). Ale dodają, że do kwietnia to już będę prawdziwą Argentynką i będę wynosić tarantule w pudełeczkach… Węży nie ma. Pociecha jakaś zawsze. 

Dowiedz się więcej »

Pierwsze kroki

29 sierpnia 2026 roku. Stawiam pierwsze kroki w Argentynie. Buenos Aires to niby miasto, które nigdy nie śpi, ale lotnisko spowija jeszcze dosyć senna atmosfera o 5.50 (w Polsce już 10.50). Pierwsze drobne nerwy przy kontroli paszportowej, ale przesympatyczny pan tylko spisał dane, pobrał odcisk palca, zapytał, gdzie będę mieszkać (spisał dokładny adres) i z uśmiechem życzył miłego pobytu w Argentynie. Potem większy nerwik, kiedy czekasz na swoje walizy i widzisz, że została już niemal tylko załoga samolotu i ty… a walizki nie jadą. No nie przerzucili w Amsterdamie! Albo gdzie indziej przerzucili! O czym już zdążyłam poinformować część znajomych 😉 w końcu jadą. Spacerek z walizkami, kontrola bagażu. Tu znowu myślenica, czy zupki instant (barszcz), o które prosili zapraszający to już towarek do zgłoszenia, czy jeszcze nie. Albo śliwki nałęczowskie i pierniki toruńskie i krówki…. Zanim się namyśliłam sympatyczna pani już podchodzi i walizeczki jadą. W plecaczku cała reklamówka lekarstw. Od razu mówię, że mam zaświadczenie. Nikt go nawet nie chce oglądać, tylko pytanie, jaka choroba. Odpowiadam, pytają, czy dobrze się czuję. Tak. No to „Bienvenido a Argentina!”. Potem taksóweczka na drugie lotnisko (50 minut podróży), cudowny emerytowany taksiarz włoskiego pochodzenia poopowiadał o Buenos, pokazał, gdzie są ciekawe miejsca (i restauracje, wyczuł mnie 😉) Piękny widok wschodzącego słońca w Buenos, wynurzało się z mgły, naprawdę cuuuudo. Na drugie lotnisko dotarłam już w pełnym słońcu, niebieskim niebie. Do tego latające papugi. Woow!! Choć czujnie obserwowałam, czy jakiś pająk albo wąż się nie czai 😉Strasznie dużo czasu spędziłam na tym lotnisku, bo trzykrotnie przesuwali lot do Posadas. Dzięki temu weszłam już w rytm argentyński, zero stresu, spokój, czekanie. Pogawędki (o dziwo hiszpański szybko „pyknął”), pierwsza empanada (mniam), kawka (a nawet 2), wymiana dolarów (części, choć kurs był dobry), no i akcja walizka (cd historii z Balic), dokupiłam w końcu drugą. Bez problemu, pani mnie pokierowała, gdzie trzeba. Zresztą ma polskie korzenie (ale po polsku oczywiście nie mówi). W końcu- samolot do Posadas i ok. 17 czasu argentyńskiego (polskiego 22), czyli po 29 godzinach podróży spotkałam mojego nowego szefa Gabriela i Sergia, którzy przyjechali na lotnisko. Już tylko niecałe 2 godzinki samochodem i jestem w Obera 😊

Dowiedz się więcej »

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador