Jestem tu prawie miesiąc i mam za sobą (na razie niedalekie) podróże. Po pierwsze wędrówki po samej Obera, która nazywana jest „górską stolicą” nie dlatego, że leży w górach, ale ma pagórkowate ukształtowanie terenu. Wzgórki, pagórki, z górki na pazurki, pod górkę… no naprawdę wyczynem jest spacerek po mieście 😊Fotki z samego miasta zamieszczę później, bo o dziwo niewiele mam swojego miasta. Park Narodów, w którym mieszkam znajduje się około 20 minut „spacerkiem” od głównej ulicy w centrum: Avenida Libertad. Park sfotografowałam już dokładnie. Ostatnio na przechadzce parkowej pomyślałam, że mieszkam w takim Parku Jordana, w ciągu dnia przychodzą tu ludzie, klasy z nauczycielami na zajęcia plenerowe, ludzie biegają, spacerują. W samym mieście dominują niskie budynki, są dzielnice bardziej luksusowe i mniej, jak wszędzie…ale o tym, jak zrobię fotki.
Jak wiecie byłam już z wizytą w Apostoles, „mateczniku polskości” w Argentynie. Niestety zawitałam tam, jak lał deszcz, udało mi się zrobić tylko kilka zdjęć. Miasto polsko- ukraińskie, bardzo ładne, zadbane, o połowę mniejsze od Obera, z wieloma pamiątkami po naszych przodkach, pomnikami patriotycznymi itp. O tym mieście jeszcze będzie relacja, dziś same podróże.
Dworzec autobusowy w Obera znajduje się 15 minut drogi od mojego domu, chodnika nie ma, poboczem głównej drogi krajowej idzie się na Terminal Omnibus. Dworzec przypomina nasze „PKS-y”. No a autobusy- różne. Do Apostoles jechałam jakimś ekspresem, nawet niezły. Powrotny natomiast- hit! Po 20 minutach jazdy kasjer (bo z kierowcą jeździ kasjer, ten pierwszy zajmuje się kierowaniem, nie biletami) przechodzi przez autobus i mówi, że zmieniamy pojazd, bo coś się psuje. Dojeżdżamy na najbliższy dworzec i przesiadka. Dodam, że lał deszcz tego dnia potworny. Autobus zastępczy lata świetności miał chyba z 50 lat temu 😊, do tego przez nieszczelne szyby wlewała się woda, siedzieliśmy w kurtkach przeciwdeszczowych (ale atmosfera zabawna), do tego tak silnik wył, że bałam się kolejnej wymiany pojazdu (aż strach pomyśleć, na jaki), ale dojechaliśmy. Zostając przy środkach lokomocji: Dziś byłam w Paragwaju. Od razu rozczaruję tych, którzy myślą, że taka ze mnie turystka, która szybko chce poznać całą Amerykę Pd. Niestety pojechałam tylko w celach zakupu Terea do Iqos 😊 bo w Argentynie nie ma, mówili, że są w Paragwaju. Niestety się mylili… Kontrabanda się nie powiodła. Ale przygody w podróży były 😊Najpierw wędrówka na dworzec o poranku, potem autobusik do Posadas- to stolica Misiones. Bardzo mi się spodobała- tzn centrum. Kojarzyło mi się z Malagą, kto był- pamięta może promenadę przy plaży, palmy, wysokie budynki po drugiej stronie ulicy. Tu w Posadas podobnie- tylko zamiast morza- rzeka Parana. Na dworcu od razu złapałam autobus międzynarodowy do Encarnacion. Tym razem nie deszcz był atrakcją, ale upał i specyficzne air condition 😊 34 stopnie, autobus baaardzo leciwy, wielkie okna pootwierane (bałam się, żeby przez nie nie wypaść), zasłonki jak na działce lub w babcinym domku fruwają, telepiemy się w drodze. Był klimacik, nie powiem 😊 Sama podróż jest krótka, chwilę po mieście jedzie autobus i potem przejeżdza most, który jest granicą Argentyny z Paragwajem. Na granicy wysiadka, wchodzimy do takiego baraku, pokazują inni dowody, ja paszport i już jesteśmy. Encarnacion przygraniczne to miasto handlu, taka krakowska Tandeta z lat świetności, Stadion Dziesięciolecia tylko na ulicach. Wszystko: elektronika, ubrania, artykuły spożywcze, kosmetyki, nawet lekarstwa… Ceny szaleńczo niskie (no jakość niektórych artykułów też 😊). Ten cały „targ” był przy samej granicy, kawałeczek dalej- urocze miasto. Nawet niezła kawka i wspaniałe 2 empanady (2 razy tańsze niż w Argentynie), tak się ze sprzedawcą zagadałam, że nawet mnie poczęstowali maniokiem. Generalnie, do Paragwaju zamierzam się wybrać, na pewno to miasto bliżej poznać i oczywiście Asuncion. Ale to może z kimś z Was, kto mnie odwiedzi? 😉Powrotny autobus międzynarodowy- przyzwoity. Na granicy krótka pogawędka z młodym, całkiem niebrzydkim strażnikiem. Bierze paszport: „Republica Polonia”, (otwiera) „Marlena. Hablas espanol?” , „Si, por supuesto” (w końcu człowiek 3 tygodnie w Argentynie 😊” „A donde vas?” (Dokąd jedziesz?) Ja: do domu. He he. Potem musiałam dodać, co to za dom itd. Ostatni etap podróży autobus z Posadas do Obera, kierunek San Pedro i przyszedł mi do głowy teledysk Madonny (klimacik lat 80. też był ).
Zatem- do Posadas z pewnością będę wracać- 1.40 h/ a i do Paragwaju ruszę!
I powiem, że dzięki tym wojażom poznaję prawdziwą Argentynę. Często byłam wożona po Obera albo przechadzałam się głównymi ulicami lub przebywałam w dopieszczonym Parku Narodów…Tu na dworcu autobusowym zobaczyłam już namiastkę drugiej strony kraju, ludzi (delikatnie mówiąc czasem) mniej zamożnych… Zmęczonych robotą, próbujących zarobić, np. oferując różne produkty do jedzenia na drogę, jakieś rośliny, rękodzieła itp. Z tobołami, siatkami, niekoniecznie pachnący i pięknie ubrani. Najgorsze wrażenie….Dzieci bez butów, takie małe bidulki … I coś potwornego- domy na peryferiach miast i na wioskach… Zamieszczam zdjęcia. To zbite z desek takie baraki, rozpadające się. I ludzie w tym mieszkają… To nie jakieś domki na działce, nie, to są regularne domy, w których mieszka rodzina… I to jest ta biedna i tragiczna część Misiones. To najuboższa prowincja kraju. W miastach, czy mijając latyfundia plantatorów mate i herbaty, nie widać tego, ale obok są ludzie biedni, żyjący w dramatycznych warunkach. Pytałam, czy rząd coś robi . To oczywiście sprawa skomplikowana. Władze Misiones próbują pomagać, ale dostają za mało pieniędzy z centrali, a w Buenos też ich nie ma (tubylcy uważają, że głównie przez korupcję), poza tym w prowincji Buenos wszyscy ciągle demonstrują, protestują i jeśli nawet znajdą się fundusze to idą tam (to relacja osób, z którymi rozmawiałam)… Dodano, że tu w okolicach Obera i Posadas nie jest aż tak źle…w innych częściach prowincji biedacy mieszkają nie w drewnianych barakach, ale takich jakby namiotach z 5 plastikowych części…Działają różne stowarzyszenia, fundacje, pomoc przy kościołach, ale to chyba kropla tylko…
takim oto poboczem idę na dworzec...
dworzec autobusowy w Obera
Terminal Omnibus w Obera
kościół w Apostoles
pomnik w Apostoles
autokar zastępczy w drodze powrotnej z Apostoles
widok na Posadas ze strony Paragwaju
deszczowy autokar zastępczy
widok z mostu na Posadas
na moście, droga z Paragwaju do Argentyny
powrotny autobus międzynarodowy, "luksusowy"
wjazd na most
przeciętny dom wiejski na trasie Obera- Apostoles...
domy biednych ludzi, wsie na trasie Obera- Apostoles
domy ubogich, przedmieścia Obera
domy ubogich, przedmieścia Obera
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador