30 sierpnia

Opublikowano w 4 września 2026 20:39

Po dłuuugim śnie, kawka na tarasie. Stare drzewa, ogromne monstery, śpiewające ptaki. Bajkaaa. Logistyka kąpieli. Najpierw idę ze swoją różową packą na pająki, sprawdzam zakamarki łazienki, sufit itp. Potem leję długo wodę prysznicową, bo gdyby tam się czaił pająk- to się utopi, a jak wąż, to może już się uaktywni… Po tych przygotowaniach: kąpiel, czujna! Najgorsze mycie głowy, bo trzeba zamknąć oczy, no i coś można przegapić. Straszny mają tu ubaw z mojej pająkowej fobii. Dla nich pająk to codzienny towarzysz życia. Jedna babka zobaczyła moją packę i mówi, że wygodniej wynosić pająki w pudełeczku, bo z tego spadnie. Na to inna: Ona nie chce ich na tym wynosić, tylko zabijać, o tak: pac pac (demonstracja nastąpiła). Śmiech ogólny, zaskoczenie, zdziwienie- po co zabijać pająka??? Na razie nie spotkałam, mówią, że teraz to one śpią, potem będzie im za gorąco, prawdziwy wysyp zacznie się w kwietniu (jesień). I nie chodzi o małe pajączki, ale tarantule… W domu??? – pytam. Nie , nie, tylko na ulicach (kłamczuszki, czuję to). Ale dodają, że do kwietnia to już będę prawdziwą Argentynką i będę wynosić tarantule w pudełeczkach… Węży nie ma. Pociecha jakaś zawsze. 

Potem jedzenie, prawdziwe asados- mniaaaam ponowne i maniok (dobry)

Cieszą się, że jem mięso i piję alkohol 😊 

Cały dzień w domu przygotowania do fiesty narodów (w czwartek się zaczyna), każda nacja w swoim domu próby tańców, programów itp. U nas rano przyjechały polskie stroje ludowe (apropos- zachwyceni, że też mam strój i pójdę w pochodzie). Potem próby tańców- matko! Oni tańczą jak Mazowsze lub Śląsk. A krakowiaczek! Cymesik. Specjalnie dla profy (to ja). Zanim zatańczyli, opowieść o Krakowie, o mieście, o legendach. Nawet ja coś próbowałam dodawać. Do każdego tańca mają wskazówki, jaka postawa, co mają wyrażać. Krakowiak- grację, zadziorność i dumę. Coś w tym jest, przyznajcie 😉Kolejne wizyty, pierwsze podejścia do yerba mate (no cóż… może się przyzwyczaję 😊) Tak się bałam bariery językowej, nie  mam żadnej. Oni się bardzo cieszą, że próbuję mówić po hiszpańsku. I faktycznie, rozumiem niemal wszystko, jak mówią wolno i bezpośrednio do mnie. Jak między sobą szybko, trochę słabiej (ale coś tam z kontekstu), zresztą to są często takie rozmowy o niczym  😊Ważne, że idzie nam nieźle. Po polsku mało kto mówi, jakieś „cześć” „jak się masz”,”dzień dobry” itp. W sumie tak miło spędzamy czas na tych przygotowaniach i się aklimatyzuję, że sporo osób wybiera się na kurs polskiego do mnie…

Wieczorem wizyta syna malarza polskiego pochodzenia (Zygmunta Kowalskiego- postać o bardzo ciekawym życiorysie), przywiózł obrazy, będzie tu galeria podczas fiesty narodów. Wiktor po polsku mówi (specyficznie, ale rozumiemy się).

Kolacja. Jak usłyszałam hamburger…. Złapałam się za głowę,  na noc? Ale z tą wołowiną (dodam, że podwójną, to był hamburgerek!!!). Muszę jutro zakupić warzyw i jakiś detox mięsny przejść 😊

A! od jednej pani na powitanie dostałam bukiecik orchidei- zerwała sprzed domu…

A! i jeszcze zostałam oficjalnie przedstawiona tutejszej policji. Zawsze mogę do nich dzwonić (nawet jak pająk się pojawi 😉

Poniżej kilka fotek polonijnych ze spacerku po Obera i fotki domów w Parku Narodów. Przyznajcie, że ten polski (poprzedni wpis ma fotki) naprawdę robi wrażenie.

Pomnik Kopernika na Placu Polskim

Dom Brazylijski

Dom Czeski

Dom Francuski

Dom Hiszpański

Pomnik Chopina na Placu Polskim

Dom Japoński

Dom Rosji i Białorusi

Dom Włoski

Dom Ukraiński

Wiktor ze swoim synem

Dom Krajów Nordyckich

Dom Szwajcarski

Z moim szefem Gabrielem i Wiktorem - synem malarza polskiego pochodzenia