Pogoda nadal nie rozpieszcza. Chmurki i ok. 20 stopni (no ale dobra, to w końcu jest zima…). W Polsce dreptałabym na rozpoczęcie roku, a tutaj niespieszne wstawanie, kawka, lekcja hiszpańskiego. Wypad na zakupy (zanim zamkną)- suszarka do włosów i jakieś tam higieniczne artykuły no i produkty do sprzątania. To też temat na potem (bo na razie się zachwycamy), ale pojęcie czystości w Argentynie jest delikatnie mówiąc „inne”. To mieszkanko było „wysprzątane” na moje przybycie… ale pewne „poprawki” poczyniłam. Wyprawa na szoping to też sprawa czasochłonna, w każdym sklepiku trzeba pogadać, w supermarkecie w kolejce też się nie stoi jak kołek. Więc hiszpański naprawdę doszlifuję (do certyfikatu 😉). Wieczorem wyprawa do Domu Polskiego, szykowanie dekoracji itp. Na fiestę. Nie ma to jak 1 września wywiesić polskie flagi niemieckim sąsiadom pod oknami 😊 Przyzwyczaić się też muszę do tego, że umawiamy się na jakąś godzinę, wszyscy się schodzą przez 2… zanim zacznie się robota- pogaduchy… dla mnie „zadaniowca” to na razie trudne…Potem zebranie Zarządu, też jestem proszona. Ustalają, co i jak, podział zadań na fiestę. Kiedy mówią bezpośrednio do mnie, wolno i wyraźnie, rozumiem, odpowiadam, kiedy między sobą, jeszcze niestety nic (no prawie nic). Zadanie dla profy: rozmawiać z ludźmi na fieście i zapraszać ich tutaj do Domu Polskiego. No i jeszcze tłumaczyłam nazwy potraw, sprawdzałam, czy dobrze zapisali (pierogi z mięsem, pierogi ruskie, bigos, kwaśnica itd.). No i ciągłe picie mate… wiecie, że tu nawet czajniki mają opcję gotowania wody na kawę i na mate- 2 przyciski… Próbowałam mate 2 razy (odmiana słodsza, nawet niezła), tylko… z tego jednego naczynia popija kilka osób… chyba jeszcze nie jestem gotowa dzielić z kimś metalową rurkę 😊 a nawet jak kupię własny sprzęt, trzeba będzie częstować innych. Więc na razie: mate nie piję.
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador