Tak sobie myślę, że mój blog w zasadzie powinien nazywać się MOJA MISIONES…
Jestem w Argentynie, ale jak wiadomo, to kraj ogromny, a miejsce, w którym przebywam ma swoją specyfikę (jak każda prowincja Argentyny). Gdy spojrzymy na mapę państwa, zobaczymy, że jestem w Argentynie, ale tak jakby też w Paragwaju i Brazylii… To położenie plus specyfika imigracji spowodowały, że to miejsce wyjątkowe. Dziś trochę o Misiones i Obera.
Posłużę się nieco Wikipedią i innymi źródłami, byście nie trudzili się poszukiwaniami 😉.
Misiones to jedna z 23 prowincji Argentyny, położona w północno-wschodniej części kraju, na obszarze Międzyrzecza. Graniczy z Paragwajem od północnego zachodu, Brazyli ąod północnego wschodu i prowincją Corrientes od południowego zachodu. Prowincja była pierwotnie zamieszkana przez ludnośćGuarani. To jedna z najważniejszych i najbardziej fascynujących grup rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej. Zamieszkiwali ogromne obszary między rzekami Parana, Urugwaj i Paragwaj. Żyli w dużych domach wspólnotowych zwanych maloca, w których mieszkało nawet kilkadziesiąt rodzin. Wioski (tekoá) były otaczane palisadami dla ochrony przed wrogami. Guarani zajmowali się rolnictwem, wypalając lasy pod uprawę kukurydzy, manioku, batatów a także krzaczka znanego dziś jako ostrokrzew paragwajski (z którego robili napar - yerba mate). I tak sobie beztrosko żyli aż ….
W 1527 roku Sebastian Cabot (wenecki żeglarz i kartograf w służbie hiszpańskiej Korony), eksplorując rzekę Paranę, odkrył ten rejon dla Europejczyków. Podróżując rzeką, dotarł do okolic dzisiejszego Itati (sąsiednia prowincja Corrientes).Wyprawa Cabota otworzyła Paranę jako główną arterię komunikacyjną dla późniejszych konkwistadorów, franciszkanów i jezuitów. W XVII wieku jezuici zbudowali tu misję religijną. W ciągu kilku lat zdołali oni utworzyć około 30 wsi, w których Indianie Guarani zapoznawali się z nowoczesnym rolnictwem i nowym stylem życia. Towarzystwo Jezusowe miało nawracać Indian na chrześcijaństwo, a jednocześnie chronić ich przed hiszpańskimi i portugalskimi łowcami niewolników (tzw. bandeirantes). Osady działały jak samorządne wspólnoty. Indianie uczyli się tam rolnictwa, rzemiosła, muzyki i pisma, zachowując swój język guaraní.
W 1767 roku król Hiszpanii Karol III nakazał wydalenie jezuitów z kolonii, co doprowadziło do opuszczenia i zniszczenia osad. Co ciekawe, w przeciwieństwie do wielu innych ludów Ameryki Południowej, Guarani nie pozwolili zniszczyć swojego języka. Dziś język guarani jest językiem urzędowym w Paragwaju i posługuje się nim większość społeczeństwa (w tym osoby pochodzenia europejskiego), co jest ewenementem na skalę całego kontynentu. Wiele słów guarani funkcjonuje także w „języku Misiones” w Obera. Moje towarzystwo lubi mnie drażnić, wplatając do hiszpańskiego słówka tamtejsze, których kompletnie nie rozumiem…
Początek XIX wieku to czas walk na terenie Argentyny, w tym także na obszarach Misiones. W 1814 Gervasio Posadas, dyrektor Zjednoczonych Prowincji Argentyny, włączył Misiones do prowincji Corrientes (w tym czasie Argentyna była de facto niezależna, ale nadal formalnie należała do Hiszpanii). Argentyna nie była w stanie utrzymać kontroli nad Misiones, do którego roszczenia zgłaszało kilka krajów, dopiero w 1830 siły wojskowe prowincji Corrientes włączyły ten teren do Argentyny. W 1838 Paragwaj zajął Misiones na podstawie przynależności etnicznej mieszkańców, wśród których większość stanowili Indianie Guarani (będący główną grupą etniczną Paragwaju). Podpisanie porozumienia pokojowego z Argentyną nastąpiło w 1876, Paragwaj zrzekł się w nim wszelkich roszczeń. Po wojnie Paragwaj był krajem zubożałym, więc Misiones odnosił korzyść ekonomiczną z przynależności do zamożnej Argentyny. W 1876 ogłoszono prawo Kolonizacji i Imigracji. Zostało ono wprowadzone, by zaludnić kolonistami europejskimi niezamieszkane dotychczas tereny. I tu rozpoczyna się także obecność Polaków w argentyńskiej dżungli.
Kolonizacja argentyńskiej prowincji Misiones to jeden z najbardziej fascynujących procesów migracyjnych w Ameryce Południowej. Przekształcił on niemal bezludną, pokrytą subtropikalną dżunglą krainę w unikalny, wielokulturowy „tygiel narodów” (hiszp. crisol de razas). Współczesna struktura demograficzna prowincji ukształtowała się głównie na przełomie XIX i XX wieku poprzez dwa główne modele zasiedlania: kolonizację rządową (oficjalną) oraz kolonizację prywatną. Pierwsza z nich rozpoczęła się po zakończeniu wojny paragwajskiej i ostatecznym wytyczeniu granic. Rząd Argentyny dążył do zabezpieczenia strategicznych terenów na pograniczu z Brazylią i Paragwajem. W 1881 roku utworzono Narodowe Terytorium Misiones, a pod koniec wieku wdrożono państwowy plan osadniczy. Główne ośrodki kolonizacji objęły południową część prowincji, m.in. Apostoles (do którego co 2 tygodnie jeżdżę na lekcje), Concepción de la Sierra, San Ignacio. Pierwszymi osadnikami byli POLACY i Ukraińcy. Pierwsza zorganizowana grupa 120 rodzin przybyła z Galicji do Apóstoles w 1897 roku. Dlaczego Polacy z tak daleka przypływali na zupełnie nieznany ląd? Biednych mieszkańców Galicji skusiła oczywiście ziemia. Państwo argentyńskie przydzielało migrantom działki rolnicze, podstawowe narzędzia oraz nasiona. Nie wiem tylko, czy wszyscy przybywający byli świadomi, do jakiego miejsca przybywają… Warunki początkowe były skrajnie trudne – imigranci musieli własnymi rękami karczować dżunglę, walczyć z tropikalnymi chorobami i plagami owadów…
Tu trochę ze strony PONAD GRANICAMI. Polacy na świecie:
W roku 1897, konkretnie 27 sierpnia, do portu w Argentynie dotarła pierwsza grupa 14 rodzin (6 polskich i 6 ukraińskich) pochodzących z Galicji, ówczesnego regionu imperium austro‑węgierskiego. Po odprawie urzędowej zostali skierowani do prowincji Misiones i zapewnieni o ziemi na zasiedlenie. Był to pierwszy ślad galicyjskiej emigracji chłopskiej na terenie Argentyny. Ich gruntownie zaplanowane osadnictwo związane było z odbudową dawnych misji jezuickich. W 1898 r. została założona kolonia rolnicza, a w 1913 r. Apóstoles oficjalnie stało się gminą. Co ciekawe, obecność pierwszych polskich chłopów w Argentynie była dziełem przypadku. Rodziny, które jako pierwsze wyruszyły z Galicji planowały dotrzeć do Stanów Zjednoczonych. Jednak z powodu braków w dokumentach, chorób oraz innych trudności zostali oni skierowani do Argentyny. Z pewnością nie zdawali sobie sprawy, że ta pomyłka, która zadecydowała o ich przyszłym życiu, będzie początkiem większej polskiej emigracji do Argentyny. Do 14 galicyjskich rodzin dość szybko (bo jeszcze w tym samym roku) dołączyli kolejni przybysze z ziem polskich. Według relacji badacza Józefa Włodka (od 1914 r. pełnił on funkcję konsula RP w Buenos Aires) w samym 1897 r. do stolicy Argentyny przybyły z Polski 1004 osoby. Jego relacje z lat późniejszych (1914 r.) mówią już z kolei o 31 600 polskich emigrantach w Argentynie. Zwiększeniu uległa nie tylko liczba Polaków w Ameryce Południowej – zmienił się także ich skład społeczny. Większość emigrantów nie stanowili już chłopi i rolnicy, ale robotnicy. Zanim jednak nastąpił rozkwit polskiej emigracji w Argentynie i powstały pierwsze osady oraz sieć polskich szkół, lesiste szlaki przetrzeć musieli pierwsi przybysze. I zmuszeni byli to zrobić w znaczeniu dosłownym. Nowi osadnicy — chłopi z Małopolski, Horodenki, Buczacza, Obertynia — znaleźli się w surowym klimacie dżungli, gdzie musieli stawić czoła dzikiej naturze i trudnym warunkom. Z pasją przecierali szlaki, rąbali drzewa, oczyszczali pola i często jak pierwsi uprawiali ziemię, która siłą swej czerwonej żyzności zaczęła się stosunkowo szybko odwdzięczać. Warunki w Ameryce Południowej były jednak zgoła inne od tych, które osadnicy znali ze swoich rodzinnych stron. Wymagało to od nich dostosowania się do lokalnych warunków i znalezienia nowych dla siebie sposobów skutecznej gospodarki rolnej. Pierwotnie uprawiano kukurydzę, fasolę, ryż i trzcinę cukrową. Z czasem jednak odkryto potencjał yerba mate — narodowego napoju Argentyny — i właśnie na jej plantacjach skoncentrowali swoją gospodarkę. Jeden z Polaków, Jan Szychowski, rozwinął biznes na wielką skalę, zyskując przydomek „polskiego króla yerba mate”. Apóstoles, pierwotna kolonia, szybko przekształciła się w centrum życia polonijnego w regionie. Powstały kolejne wsie: Azara, Corpus Christi, San José, Cerro Corá — każda z nich świadectwem niezwykłego uporu i współpracy między osadnikami. Jedna z osad – Wanda – nazwana została na cześć córki Józefa Piłsudskiego. W Azara — podobnie jak w Apóstoles — polscy osadnicy, z ograniczonymi środkami, samodzielnie budowali domy i rolniczą infrastrukturę. Pierwsze duchowe wsparcie nadeszło z pomocą księży oraz gazet, takich jak „Orędownik”, wydawany od 1924 r. przez Jana Czajkowskiego. Rozkwit polskiej emigracji przypadł na okres międzywojenny. Wówczas z ziem polskich do Argentyny trafiali nie tylko Polacy, ale również Ukraińcy i Żydzi. To właśnie w latach 20. Powstała Polsko-Argentyńska Izba Handlowa.
Po 1919 roku dużą rolę w Misiones odegrała tzw. kolonizacja prywatna, w której kluczową rolę pełniły prywatne spółki kolonizacyjne (np. Compañía Eldorado). Wykupywały one wielkie latyfundia leśne od dawnych elit i dzieliły je na mniejsze parcele na sprzedaż. Głównymi ośrodkami były Region Alto Paraná (północno-zachodnia część prowincji): Eldorado, Puerto Rico oraz Montecarlo. Tu kluczową rolę w osadnictwie odegrali Niemcy (zarówno bezpośrednio z Europy, jak i tzw. teuto-brasileiros – potomkowie Niemców z południowej Brazylii), Szwajcarzy oraz Skandynawowie (Szwedzi, Duńczycy). Kolonizacja ta była ściśle zaplanowana pod kątem urbanistycznym. Zamiast tradycyjnej hiszpańskiej szachownicy stosowano tzw. picadas – długie, prostopadłe do rzek linie podziału ziemi, wzdłuż których osiedlały się konkretne grupy narodowościowe. Szybko rozwijał się tu ruch spółdzielczy (kooperatywy rolnicze).
Specyficznym przypadkiem było miasto Oberá i jego okolice (środkowa część prowincji). Zasiedlanie tego terenu miało charakter spontaniczny i przyciągnęło bezprecedensową mozaikę narodowościową. Obok Polaków, Ukraińców i Niemców osiedlili się tu m.in. Szwedzi, Japończycy, Włosi, Francuzi i Szwajcarzy. Do dziś Oberá jest argentyńską „Stolicą Imigrantów”, gdzie co roku odbywa się prestiżowy Narodowy Festiwal Imigranta (Fiesta Nacional del Inmigrante)
Oberá (z guarani: jaśniejąca) – miasto w prowincji Misiones, w departamencie Obera w Argentynie. Czasem nazywane jest Górską Stolicą. Leży 96 km od stolicy prowincji, Posadas. W mieście znajduje się polski konsulat honorowy. (A JEGO REZYDENTA JUŻ ZNAMY ;) Oberá jest drugim co do ważności miastem prowincji.
Przybyłam tu ze stereotypem w głowie Argentyny hiszpańsko- włoskiej, a otrzymałam fantastyczną wielokulturową mieszankę. W Apostoles królują wpływy polskie i ukraińskie (nawet główne arterie Avenida Polonia i Avenida Ucrania upamiętniają pierwszych osadników). Spacerując po mieście, patrząc na ludzi, miałam wrażenie, że widzę Polaków, tylko mówiących po hiszpańsku. Obera natomiast jest mieszanką bardziej skomplikowaną, że się tak wyrażę. Park Narodów znakomicie ją oddaje. Na zdjęciach pokazuję, jakie nacje i kiedy tu przybywały. Pamiętajmy, że nadal kultura Guarani jest tu żywa, nie tylko w języku, ale także wielu mieszkańców dumnie mówi o swych korzeniach. Patrząc na tabliczki, możemy zrekonstruować historię imigracji do Obera. W latach 1902-09 osiedlali się tu Portugalczycy, w 1911 przybyli Francuzi, dwa lata później Niemcy i Skandynawowie (głównie Szwedzi), nazywani tu mieszkańcami Krajów Nordyckich. Jak widzimy w Obera (i generalnie w Misiones) są Niemcy sprzed II wojny światowej- pamiętamy jakie miałam obawy, wiedząc, kto głównie z Niemiec po II wojnie emigrował...Po I wojnie światowej masowo osiedlać zaczęli się Włosi, choć obecni byli już od początku XX wieku. W 1915 przybyli Szwajcarzy i Hiszpanie, po rewolucji 1917 roku pojawili się imigranci z Rosji i Białorusi dzisiejszej (wcześniej też na początku XX wieku i po I wojnie), w 1920 roku przybywają Ukraińcy i Czesi (druga fala czeska w 1948 r), w 1921 Japończycy. Rok 1928 należy do imigrantów z Polski. W tym samym czasie przybywają też osadnicy z Krajów Arabskich. W 1932 obserwujemy napływ imigrantów z Brazylii, a w latach 1932- 35 – Paragwaju. I dziś naprawdę rodziny z Obera są totalnie „wymieszane”. Gdy z kimś rozmawiam o korzeniach, okazuje się, że ma pochodzenie polskie, ukraińskie, wcześniej włoskie, niemieckie, japońskie, itd…Wszyscy są Argentyńczykami, ale dumnie też mówią o swych wielorakich korzeniach. Kultywują rozmaite tradycje, uczestniczą w narodowych rocznicach innych nacji, inspirują się kuchnią innych narodów. Apropos kuchni- w Obera, oprócz tradycyjnych argentyńskich potraw typu empanady, asados, silnie zakorzenione są paragwajskie (np. sopa paraquaya- uwaga! To nie zupa, tylko coś w rodzaju hiszpańskiej tortilli, ale z domieszką mąki kukurydzianej i ogromnej ilości sera). Mam też swoją teoryjkę (jeszcze nie zbadałam jej naukowo) dotyczącą śniadań w Obera. Może właśnie te silne wpływy słowiańskie i skandynawskie zadecydowały o tym, że tu na śniadanko nie spożywa się żadnych śródziemnomorskich drobnostek, tylko solidne śniadanie się je- np. poczciwe polskie kanapki (lub w wersji innej- tosty), jajecznicę, itp. Niestety nie pije się kawy… cierpię, ubolewam… Mimo bliskości Brazylii, kawa nie jest tu popularna i lubiana. Ciągle mate… Dobra, tak gawędzę o jedzeniu, że zrobiłam się głodna. Idę w swoim zakopiańskim domu podgrzać sobie polskiego bigosu, którego prezes mi całe wiadro nagotował 😊paaaaa
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador