FAUNA I FLORA, WIĘCEJ O PIERWSZEJ

Opublikowano w 25 września 2026 00:16

Wiosna zawitała do Misiones, pomyślałam, że dobrze napisać, co mnie tu otacza. Gigantyczne monstery (teraz coraz większe) już wielu osobom prezentowałam. Nadal robią wrażenie! Na palmach pojawiają się nowe zielone witki i na wielu drzewach kwitną sobie orchidee. Pierwszy raz coś takiego widzę na własne oczy. No i coraz więcej kwiatów generalnie się pojawia.

Zwierzaczki to osobny temat…Można powiedzieć, że w moim domu nigdy nie jestem sama. Ale zanim wejdziemy do domu, pospacerujmy uliczkami Obera. Otóż któregoś pięknego dnia wędruję sobie centrum miasta i nagle na chodniku widzę…. Tarantulę! Najprawdziwszą, gigantyczną, włochatą. Odskoczyłam w drgawkach, z daleka cyknęłam zdjęcie, jak się zorientowałam, że ona taka mało ruchliwa (co nie znaczy, że była całkiem w bezruchu). Nie mogłam dojść do siebie przez długi czas, oczy to mam teraz w każdej części swojego ciała i sięgam „tam, gdzie wzrok nie sięga”, gdy idę. Natychmiast napisałam do Gabriela, pocieszył, że dobrze, iż spotkałam ją na ulicy, a nie np. w domu. Powiedziano mi też, że to niespotykane raczej, że tarantula o tej porze spaceruje po mieście. To jeszcze nie ich czas (Boże, a jak on nastanie…), tę musiało spotkać nieszczęście- w nocy padał deszcz (ulewa), zalało jej norkę i wyszła się wysuszyć i szukać nowej. Po okazaniu fotki, powiedziano mi, że to „tarantulka kurczaczek”, kompletnie niegroźna, boi się mnie bardziej niż ja jej. No tak miło o niej mówili, że aż zaczęłam współczuć temu pająkowi 😊O wiele groźniejszy jest wałęsak brazylijski, tzw bananowiec, bo czai się w bananach. I on w przeciwieństwie do tarantuli potrafi skakać i ma jad trujący. Ukłucie tarantuli ma „tylko” boleć jak użądlenie osy. Po tym spotkaniu każdy napotkany pająk wydaje mi się drobnostką. Niby mnie pocieszono, ale też już całkiem serio dano praktyczne wskazówki do codziennego życia. Otóż, zakładając buty, trzeba je wpierw wytrzepać, pająki lubią się tam w nocy skryć… To samo z ubraniem… wieczorem przed snem, obowiązkowo wytrzepać pościel… Ja dla pewności robię jeszcze skan całej sypialni- pod/ za łóżkiem, szafą itp. (znacie mnie, wiecie, ile czasu zajmowało mi sprawdzanie wszystkiego w mieszkaniu w Krk przed snem, a teraz jeszcze czynności dodatkowe… nim skończę, czas już się budzić 😊Wszystko mam wypsikane spiderkillerem, do tego mieszanka octu z cytryną i dyfuzor cytrynowy 😊 na razie bezpiecznie.

Drugie napędzające straszka spotkanie wcale nie z udziałem egzotycznego zwierza, ale… psa. Szłam ulicą i raptem wyskoczyło takie chude coś i ujadało, uciekłam. W ogóle psy są tutaj dziwne, są też rasy „normalne”, ale dominują jakieś inne. Kotów na ulicach i w parkach nie spotykam, ale widuję czasem na tarasach. Generalnie Argentyńczycy kochają domowe pupile, każdy niemal ma psa, kota, a w mieście mnóstwo sklepów z artykułami dla zwierząt i ogrom weterynarzy.

Ptaki. Ogrom. Niestety nie udało mi się zrobić dobrych zdjęć, bo szybkie są te spryciule. Sporo takich podobnych do naszych rodzimych wróbli, ale bardziej dorodnych. Jest też przepiór brazylijski, zielone papugi (ogrom) i raz widziałam tukana. Cudo, usiadł na gałęzi, przekrzywił głowę z tym swoim dziobem i patrzył zainteresowany. Niestety, jak wstałam po telefon, umknął.

Dom generalnie jest zabezpieczany różnymi środkami ochronnymi (drewno), ale pewne insectosy spotykam. Gdy ciepło- na razie niewiele, ale są- komary i inne tego typu latające stwory, ważki, chrabąszczowate itp. Mrówki, mnóstwo spaceruje od małych do gigantów 3 cm. Ciekawy widok „idących liści”- mrówki niosły łupy. W dwóch poprzednich miejscach noclegowych (w mieszkaniu w Obera i w Apostoles) spotkałam karaluchy (blee).

Ale najciekawsza zwierzęca przygoda- dwie noce temu. Było bardzo gorąco. Już zostałam sama w domu, słyszę z dołu jakieś dziwne dźwięki, schodzę niżej, jakby z kuchni (piiiriri, piiiriri..)- ni to ptak, ni to co…Kuchnia czysta. Myślę, może na drzewach, na dachu. Przeczekam. Potem: może to na strychu…Koło 1 w nocy coraz głośniej, no ale nie wiem, co robić, budzić telefonem Gabriela, który rano wstaje do pracy? Dzwonić po policję? Wykazałam się odwagą 😊 Ponieważ kuchnia jest otwarta (a jak się okazuje wyjście na strych z kuchni, a dokładniej takiej „graciarni” za kuchnią, jest otwarte), zabarykadowałam się w swoim pokoju. Następnego dnia opowiadam o przygodzie. Reakcja? A! to pewnie ŁASICA. To moje spojrzenie: „człowieku, jaka łasica robi pirrii, piriii?”. A! to może gekon, one tak lubią się nawoływać (przypis: W prowincji Misiones w Argentynie gekony są powszechnym widokiem. Najbardziej znanym i masowo występującym tam gatunkiem jest gekon domowy (Hemidactylus mabouia). Jaszczurki te doskonale przystosowały się do środowiska miejskiego i antropogenicznego. W miastach bardzo często można je zobaczyć w nocy na pionowych ścianach domów, w pobliżu lamp i źródeł światła. Są całkowicie niejadowite i niegroźne dla ludzi. Mieszkańcy Misiones zazwyczaj bardzo je lubią, ponieważ polują na uciążliwe owady i pajęczaki – zjadają komary, muchy, ćmy, karaluchy, a nawet młode skorpiony. Gekon domowy wydaje charakterystyczną, szybką serię wysokich kliknięć, ćwierkań lub cmoknięć. Dlaczego to robi? Dźwięki te służą im do komunikacji z innymi osobnikami, oznaczania swojego terytorium oraz odstraszania rywali. Kiedy najłatwiej go usłyszeć? Odgłosy nasilają się w nocy, gdy gekony wychodzą ze szczelin i polują na owady kręcące się wokół sztucznego światła lamp). No cóż, jaszczurka nie jest zła, może być. Na to z miną ekspercką odzywa się Alicia: to nie gekon, to pewnie cabure chico (przypis 2: sóweczka rdzawoszyja to gatunek małej sowy występujący w południowo-zachodnich Stanach Zjednoczonych, rozciągający się na południe przez Meksyk, Amerykę Środkową i Amerykę Południową, w tym w krajach takich jak Brazylia, Boliwia, Paragwaj i Argentyna. Jej klasyczna pieśń to właśnie długa, monotonna i bardzo szybka seria wysokich, fletowych gwizdów. Co ciekawe, w ogóle nie przypomina ona typowego, niskiego pohukiwania dużego búho (puchacza))

No teraz mogę wybrać, czy wolę mieć na strychu gekona, czy małego puchacza… Pytam, czy można go stamtąd zabrać. Ale po co? I tak wróci… jak nie ten, to inny. Nie są niebezpieczne, a nawet pożyteczne, wszystkie szkodniki zlikwidują. Na wszelki wypadek po zmroku do kuchni już nie wchodzę…Kolejnej nocy nic nie słyszałam, ale pod domem spotkałam zaprzyjaźnionego policjanta, opowiedziałam przygodę, myślałam, że wdrapie się na strych i sprawdzi. A on z radością: „Ale świetnie! Masz szczęście. Sówka w domu przynosi szczęście”… No ludzie…

Tak więc żyję sobie nawet nie wiem, z kim. Ale jeśli ma to faktycznie pożerać potworki, których nie lubię, niech siedzi… Tylko Boga proszę, by nie wypuszczało się poza strych, a szczególnie do mnie na pięterko.

Pozdrawiam wiosennie. Idę się przygotować na spotkanie, bo dziś jakaś impreza z taco. A rano wyprawa do Paragwaju…

 

orchidee wspięły się na drzewo i kwitną

tarantula na chodniku

zachód słońca z balkonu 

otwarty strych nad graciarnią koło kuchni....

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador